Jest niedziela wieczór. Ktoś stoi w aptece przed półką z pastami do zębów. Siedemnaście różnych opcji. Wybielająca. Na nadwrażliwość. Z węglem aktywnym. Z fluorem. Bez fluoru. Dla dzieci. Naturalna. Miętowa.
Przez ostatnie dwie godziny ta osoba wybrała prezent dla siostrzeńca, zdecydowała między dwoma markami papierowych ręczników i spędziła jedenaście minut porównując dwie niemal identyczne poduszki dekoracyjne.
Efekt? Bierze tę samą pastę, co ostatnio, mimo że zostawiała dziwny posmak. I idzie do kasy.
Sprzedaż
Czcionka:

